•  

    "Najszczęśliwszy jest chyba tylko poroniony płód, który nigdy nie ujrzał słońca" - Profesor Tomasz Baranowski 2017
    #kononowicz #szkolna17 muszę dodać #patostreamy #filozofia #kultura

    źródło: filozof.jpg

    •  

      @MechanicznyTurek każdy ma swój "osobisty absolut moralny", nie uważam że to coś złego

      przykład wytłumaczenia czym jest osobisty absolut moralny zaczerpnięty z któregoś z filmów "naukowy bełkot":

      A: czemu nie chcesz mieć dzieci ze swoją siostrą
      B: bo spowodowało by to różne niepożądane mutacje genetyczne, choroby itp
      A: tu masz badania które przeczą temu co mówisz, czy teraz byłbyś w stanie zaakceptować kazirodztwo?
      B: nie
      A: czemu?
      B: bo nie

      Ciężko znaleźć o osobistym absolucie moralnym jakieś informacje, ale jakbyś coś miał to możesz się podzielić ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

      także nie czuj się obrażony że tak napisałem, ja tak mam z ateizmem, wiem co dokładnie musiało by się stać żebym uznał istnienie jakiegoś boga, ale wtedy nazwał bym to wiedzą a nie wiarą
      pokaż całość

    •  

      @tlaziuk: nie jestem obrażony, po prostu mnie zaciekawiłeś

    • więcej komentarzy (42)

  •  

    Wolność jest wtedy, gdy z ziomkami zamawiasz pizzę Φ60cm o 1 w nocy.
    #pizza #wolnosc #takaprawda #filozofia

  •  

    Wywiad z Bertrandem Russellem, 1952.

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #filozofia #myrmekochoria pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Lecimy w tym roku od klasyki. Zamówiłem Art of War, tego drugiego nie znam ale dali w zestawie to też lykne. Cel na ten rok to zapełnić półkę ksiazkami(na oko 40 książek).

    #czytajzwykopem #ksiazki #klasyka #chiny #filozofia #rozwojosobisty

  •  

    #cioran #filozofia

    Żeby żyć, a choćby tylko oddychać, musimy za cenę szalonego wysiłku przymuszać się do wiary, że świat i nasze pojęcia są jakoś prawdziwe.

    Upadek w czas - Emil Cioran

  •  

    STRUŚ PĘDZIWIATR - ANALIZA MARKSISTOWSKA

    seria krótkometrażowych filmów animowanych opowiadających o kojocie Wilusiu i Strusiu Pędziwiatrze to wnikliwe studium kapitalistycznego mirażu powodującego destrukcję i alienację klasy robotniczej.

    Główny bohater serii, Kojot Wiluś, zafiksowany jest na schwytaniu i zjedzeniu tytułowego Strusia Pędziwiatra - cel jego egzystencji literalnie polega na osiągnięciu spełnienia poprzez akt konsumpcji. Ta satysfakcja jest jednak niemożliwa do osiągnięcia dla naszego bohatera, ponieważ Struś wydaje się być w stanie naginać prawa natury, byle tylko wymknąć mu się z rąk. W ten sposób Struś jawi nam się jako symbol sztucznie wytworzonej przez kapitalizm aspiracji klasowej, która w rzeczywistości jest stuprocentowo niemożliwa do osiągnięcia dla przedstawiciela proletariatu. Robotnik w fabryce jest głęboko przekonany, że jeśli będzie się bardzo starał i ciężko pracował, pewnego dnia osiągnie tyle, co swój szef - kapitalizm musi podtrzymywać to przekonanie, ponieważ na nim opiera się taktyka eksploatacji ludu klasy pracującej przez burżuazję.

    Analogicznie Kojot szuka spełnienia w konsumpcji Strusia, która - tak samo jak przeskok klasowy dla proletariusza - jest niemożliwa do osiągnięcia. I - tak samo jak w przypadku proletariusza - Kojot dobrowolnie przyjmuje ten paradygmat jako dogmat którego nigdy nie podważa. Tragedią Wilusia jest fakt, że przy jego talencie, pomysłowości oraz determinacji byłby w stanie osiągnąć liczne sukcesy życiowe, gdyby tylko było go stać na bunt przeciwko status quo, w którym utknął.

    Ważnym wątkiem jest również firma ACME, z której usług korzysta Kojot celem konstruowania kolejnych pułapek na Strusia. Korporacja dostarcza mu wadliwe produkty, ponieważ wie, że gdyby postępowała inaczej, Kojot w końcu osiągnąłby swój cel i przestał być jej klientem. Tak jak producenci sprzętu elektronicznego tworzący nowe wersje swoich produktów w taki sposób, by były niekompatybilne z wcześniejszymi komponentami zmuszając klientów do większych zakupów, ACME obrazuje prawdziwe oblicze kapitalizmu jako inherentnie wadliwego systemu, w którym klientom dostarcza się umyślnie wadliwe produkty, by zmusić go do regularnego wracania po więcej.

    Rezultatem jest zaklęty krąg fizycznych i psychicznych cierpień w pogoni za wyidealizowanym, niemożliwym do osiągnięcia celem. Pod koniec każdego odcinka Kojot jest poturbowany, wycieńczony i straumatyzowany - wierzy jednak, że pewnego dnia mu się uda, że schwyta Strusia, zje go i w końcu odnajdzie spokój duszy oraz życiową satysfakcję. I dopóki w to wierzy, dopóty będzie cierpiał, doświadczał traum i obrażeń cielesnych - a firma ACME będzie miała klienta.

    src

    #antykapitalizm #filozofia #socdem #neuropa #kapitalizm #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    #ksiazki #filozofia #rozwojduchowy #wychodzimyzprzegrywu

    Jest taki wspaniały włoski film w reżyserii Federico Felliniego, zatytułowany "Osiem i pół". W jednej ze scen chrześcijański zakonnik wychodzi na wycieczkę lub piknik z grupą chłopców w wieku 8-10 lat. Idą plażą, ich opiekun zostaje z kilkoma chłopcami w tyle. Chłopcy z przodu spotykają starszą kobietę, która jest dziwką, pozdrawiają ja, na co i ona odpowiada pozdrowieniem. Pytają:

    - Kim jesteś?

    Na co ona odpowiada, że jest prostytutką.

    Nie wiedzą, co to znaczy, ale udają, że rozumieją. Jeden z chłopców wydaje się wiedzieć nieco więcej od reszty, objaśnia więc:

    - Prostytutka to taka kobieta, która robi rozmaite rzeczy, jeśli się jej zapłaci.

    - Czy zrobi to też dla nas, jeśli zapłacimy? - pytają.

    - Czemu nie - pada odpowiedź.

    Zbierają pieniądze, dają jej i pytają:

    - Czy zrobisz coś dla nas, jeśli zapłacimy?

    - Jasne, dzieciaki. Co chcecie, abym zrobiła?

    Jedyne, co im przychodzi do głowy, to prośba, aby się rozebrała. Kobieta ją spełnia. Patrzą na nią. Nigdy dotąd nie widzieli nagiej kobiety. Nie wiedzą, czego żądać jeszcze, więc proszą:

    - Czy zatańczyłabyś dla nas?

    - Jasne - odpowiada.

    Gromadzą się wokół niej, śpiewają i klaszczą. Dziwka kreci tyłkiem i wszyscy bawią się doskonale. Dostrzega to braciszek zakonny. Przybiega i wrzeszczy na kobietę. Każe jej się ubrać, a narrator stwierdza:

    - W tym momencie dzieci zostały zepsute, do tej chwili były niewinne, piękne.

    Anthony De Mello - "Przebudzenie"
    pokaż całość

  •  

    "Ktoś, kto tego, co posiada, nie uważa za największe bogactwo, będzie nieszczęśliwy nawet, gdyby posiadł cały świat."

    ~Epikur

    #cytaty #cytatywielkichludzi #filozofia

  •  

    #antynatalizm #filozofia

    W odpowiedzi dla paranoików z ich hasełkiem: life is a gift

    Najpierw wilgotna, mroczna głębia i samotny embrion w ciepłym wnętrzu. Jeszcze nie wie, że go zdradzono, że wydano wyrok. W nim już wszystkie jego przyszłe złudzenia i klęski. Teraz jeszcze w ogrodzie, poza świadomością, ale wypędzą go i nie pomoże rozdzierający krzyk. Nikt się tu nad nim nie będzie litował, skoro sam nie zaznał litości. Najpierw tylko nieświadome siebie ciało, ale niestety, nie może takim pozostać. Gdyby to ciało mogło dojrzeć, co je czeka! Perfidia polega na tym, że nie może! Nie pozwala się, bo wyrok musi zostać wykonany. Niewypowiedziana groza narodzin, w których już leży, zwinięta w kłębek, groza życia. Będzie się potem rozpełzać na wszystkie strony, by skończyć w rowie, w rynsztoku, w wagonie podmiejskiej kolei, na lodowatej tafli szpitalnego łóżka albo w ciepłej pościeli, wśród najbliższych, co zawsze są zbyt daleko, by im można o sobie powiedzieć. Skoro taki początek, czegóż oczekiwać u kresu? Potem, gdy już wyrwą go z wnętrza, pomimo krzyków i błagań. Gdy już obmyją ręce z krwi, jak po mordzie. Zaczyna się błądzenie, żeby kogoś spotkać, żeby dokądś dojść. Jedno i drugie niemożliwe, ale to widać dopiero po czasie, więc znów parę złudzeń i pociech, co umilają nudę i monotonię drogi. Te wszystkie porywy, uniesienia, rozpacze przebudzonych zmysłów. A to tylko krótka smycz pożądań i wyładowań. A to tylko rzemień nawyków, który skrępuje jeszcze niejednego. Marzenia, iluzje, rojenia przewalające się tabunami, by w końcu paść z wyczerpania byle gdzie, czując na twarzy gnój, piach, lepkie błoto kałuż, a w końcu zmasowany fetor ziemi, wybuchający w nozdrzach.

    Autor: Grzegorz Kociuba, Ktoś, 2003
    pokaż całość

  •  

    Mam od jakiegoś czasu wrażenie, że mam kontrolę nad tym co się dzieje w okół mnie. Nie zrozumcie mnie źle. Nie to, że jestem jakimś egoistą, czy Bogiem, ale nie mogę pozbyć się uczucia, że jeżeli coś zajmuje mój umysł w życiu, to doświadczam tego jak najwięcej, a jeśli to znika... to znika również z rzeczywistości. Dziwnie brzmi, wiem, ale pozwólcie, że wytłumaczę inaczej, poprzez przykłady:

    1. Kiedyś mocno interesowałem się zespołem Nightwish, słuchałem ich muzyki codziennie, potem kiedy mi się znudziła, to przestałem ich słuchać ... i w tym samym czasie oni sami zaczęli być mniej popularni, mniej komercyjni, pojawiały się głosy, że ich muzyka to już nie to samo, zespół stracił niektórych członków itp.

    2. Na #filmweb obserwowałem gościa o nicku Impactor, który udzielał się na form Pasji i studiował posty dotyczące wiary w Boga. Miał on dosyć bogatą argumentację, toteż również chętnie się udzielałem, tematy tętniały życiem. Jakiś czas potem sobie odpuściłem. I co? I w tym momencie na filmwebie o Impactorze ni widu ni słychu....

    3. Niektórzy youtuberzy których oglądałem, jak Rojo, czy Czarne Owce. Czasy ich świetności były wtedy, kiedy ich dużo oglądałem i mocno śledziłem. Kiedy z różnych względów przestałęm to robić, to owce przestały nadawać, a Rojo poszedł w innym kierunku

    4. Dużą moją uwagę w pewnym okresie przykuwały #gmv do muzyki trailerowej. Niestety wraz z moim odejściem od tej tematyki, to temat również umarł na yt.

    5. Mój kolega rzucił szkołę i poszedł pracować do firmy, do której zaprosił również mnie jako asystenta. Pracowałem więc tam koło 4-5 miesięcy i w tym czasie naprawdę mocno angażowałem się w tamtejsze projekty, zadania czy spotkania towarzyskie. Wychodziliśmy na spotkania, graliśmy w kręgle, czy piliśmy piwko. Niestety z przyczyn studiów musiałem zrezygnować z owej pracy, a więc i z spotkań, kolegów no i fajnej pensji. Nie minęły 3-4 miesiące, a firma splajtowała (teraz tam jakiś sklep jest), koledzy się wykruszyli, kręgielnie do której chodziliśmy zamknęli, a kolega, który wtedy mnie zaprosił - wyjechał za granicę za chlebem.

    6. Kiedyś mocno uwielbiałem zimę, uwielbiałem sanki, uwielbiałem jeździć na narty, zabawa z tym związana była nieopisaną przyjemnością. Aż w końcu któregoś roku, po prostu poczułem, że nie mam ochoty na tego typu rozrywkę i w zasadzie śnieg mi do niczego nie potrzebny. Od tego czasu zimy są coraz cieplejsze a śnieg pada coraz rzadziej, nie są to te zimy, co pamiętam.

    7. Seriale oraz filmy, które są kontynuacjami z lat, kiedy je uwielbiałem, teraz są średniakami.

    8. Uwielbiałem #diablo3. Jednak w momencie, w którym przestałem w to młucić, gra również umarła, a nowego dodatku jak nie było tak nie ma

    9. Kiedyś dla śmiechu wkręciłem sobie, że cukierek którego zjem to narkotyk, który wywołuje zawał serca. Tego samego dnia zasłabłem w autobusie, lekarze stwierdzili bardzo niskie ciśnnienie krwii.

    10. Nie tylko Diablo III, ale inne gry, które mam wrażenie umarły wraz z tym jak straciłem swoje zainteresowanie nimi, jak choćby seria Fallout, gdzie długo czekałem na czwórkę, ale w pewnym momencie przestałem się jarać i akurat wtedy wypuszczono grę, która okazała się porażką, w tym i dla mnie.

    11. Miałem przez jakiś czas zajawkę na dubstep. Słuchałem głównie komercyjnego ścierwa, jednak lubiłem to i sprawiło radość w słuchaniu. Potem jak faza mi przeszła, to zamknęli chyba z 2-3 kanały na yt, skąd brałem muzykę, a taki skrillex przestał robić tak często swoją muzykę.

    12. Za czasów szkolnych uwielbiałem biegać na boisku niedaleko mojego domu. I nie tylko ja, w godzinach wieczornych na trening przychodziły też inne osoby, z niektórymi nawiązałem nawet bliższą znajomość. Przeprowadzka sprawiła jednak, ze nie uczęszczałem już na to miejsce. 2 tygodnie po przeprowadzce owe boisko zostało rozkopane i zmienione na orlik.

    13. Któregoś dnia rozmyślałem nad swoim życiem i doszedłem do wniosku, że brakuje mi prawdziwego przyjaciela, z którym będę mógł pogadać, pośmieszkować i ogólnie wyspowiadać się z całego życia. Pragnąłem tego z całego serca. Nie minęły 3 dni, a na facebooku zaprosił mnie mój znajomy z podstawówki, który wrócił do Polski. Dziś jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.

    A to tylko naprawdę nieliczne przykłady. Jest tego mnóstwo, ale życia by mi nie starczyło by to wszystko opisać. Może sobie coś wmawiam, może to tylko zbieg okoliczności, może po prostu szukam przyczyny i skutku tam, gdzie go nie ma.

    A może jest coś więcej? I rzeczywiście my jako jednostki mamy moc sprawczą w postaci naszego umysłu?

    #filozofia #psychologia #paranormalne #medytacja #swiadomosc #samoswiadomosc #mozgrozjebany #wiara #bog #wyznanie
    pokaż całość

  •  

    Bóg umarł... i co teraz?
    Co Nietzsche miał na myśli mówiąc o "śmierci Boga" oraz czy i jak można tworzyć własne wartości moralne bez odwołania się do absolutu? Człowiek Absurdalny na Wojnie Idei. Znalezisko: http://elavepene.us/link/4788087/bog-umarl-i-co-teraz/

    #kultura #wojnaidei #filozofia #gruparatowaniapoziomu #historia #religia
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Każde prawo nadane grupie jest skradzione jednostce.

    Life is suffering
    Love is the desire to see unnecessary suffering ameliorated
    Truth is the handmaiden of love
    Dialogue is the pathway to truth
    Humility is recognition of personal insufficiency and the willingness to learn
    To learn is to die voluntarily and be born again, in great ways and small
    So speech must be untrammeled
    So that dialogue can take place
    So that we can all humbly learn
    So that truth can serve love
    So that suffering can be ameliorated

    ~ Julio Cabrera, 1989

    #filozofia #antynatalizm #werdicontent
    pokaż całość

  •  

    Chyba jedynym naprawdę fajnym przeżyciem z #narkotykizawszespoko była historia gdy poznałem pewną loszkę na #tinder Upaliliśmy się zajebistym marokańskim haszem i jak to często bywa trafiliśmy do mnie do łóżka.

    W tle leciała jakaś muzyczka, a my już zaczynaliśmy grę wstępną. Nagle nagle z głośników dobiegły dźwięki Jefferson Airplane - Somebody To Love. Zacząłem się wsłuchiwać w tekst i coś nie dawało mi ciągle spokoju. Powiedziałem jej, że gorzej się czuję, muszę chwilę odpocząć i sam poszedłem do innego pokoju. Zostawiając ją z rozpiętym stanikiem i cyckami na wierzchu (chyba z tego wszystkiego potem sama sobie zwaliła). Ja w tym czasie zacząłem słuchać tego kawałka, drugi raz, trzeci, piętnasty.

    Doszło w końcu do mnie, że to nie jest piosenka o żadnym szukaniu miłości tylko o wkurzonym hipisie z 1968, który przestał wierzyć w swoje państwo i panujące wokół niego zasady, z powodu wojny w Wietnamie i rewolucji obyczajowo-seksualnej.

    When the truth is found To be lies And all the joy Within you dies

    Coś w tobie umiera, gdy zasady, które wpajano ci od dziecka okazują się fałszem, czujesz że do nich nie pasujesz.

    Don't you want somebody to love Don't you need somebody to love Wouldn't you love somebody to love You better find somebody to love, love

    Musisz znaleźć teraz inną miłość/ideologię. Inne zasady, które będą dla ciebie.

    When the garden flowers Baby, are dead, yes And your mind, your mind Is so full of red

    Gdy wszystko to okazuje się fałszem zaczynasz podążać za "czerwienią". Wielu młodych ludzi kierowało się wtedy w stronę socjalizmu/komunizmu, którego symbolem jest czerwień.

    itd itd.

    Nagle pojąłem, że cała dynamika społeczno-obyczajowych przemian to efekt kombinacji wypadkowych demografii i ekonomii (hipisi byli z o wiele liczniejszego pokolenia baby boomers, w zajebistej kondycji gospodarczej dlatego ich pokolenie było tak wesołe i pokojowe). Resztę nocy spędziłem na słuchaniu innych piosenek z tego okresu i przeglądaniem prac filozoficznych. Czułem się jak buddyjski mnich, który po stu latach medytacji i ascezy w końcu doznał oświecenia

    A loszkę i tak przeleciałem następnego dnia rano, jak tylko przestała udawać, że jest na mnie obrażona

    #seks #coolstory #przemyslenia i może trochę #filozofia
    pokaż całość

    źródło: m.youtube.com

    •  

      @ChceszPorscheToSieNauczVatWyludzac: to ja ci odpowiem nazwą mojego nicka ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      +: Hue1070
    •  

      @ChceszPorscheToSieNauczVatWyludzac: To cię wyróżnia z prostackiego tłumu. Widać, że jesteś myślicielem, a nie prymitywnym zwierzęciem, które jak widzi samicę, to rzuca się na nią. Ty masz wyższe priorytety. Dzięki takim jak Ty rozwinęła się cywilizacja i kultura, i takich ludzi nam potrzeba, żeby to wszystko nie upadło. Ja Ci mówię - olej te tinderówy, nie rozmieniaj się na drobne. Zajmij się czymś bardziej wzniosłym. Świat Ciebie potrzebuje.

      Z takich moich interpretacji (ale poczynionych w zdecydowanie nudniejszych okolicznościach, więc nie porównuję się do Ciebie), to:

      1. "Hotel California" The Eagles opowiada o uzależnieniach. Są one zilustrowane przez surrealistyczny hotel, w którym na początku jest miło, później robi się koszmar, a wyjść z tego nie można:

      We are all just prisoners here of our own device

      You can check out any time you like but you can never leave

      2. "Nothing Else Matters" Metallica moim zdaniem nie jest love songiem. Jest zbyt abstrakcyjne jak na love song. Brakuje tam jakiejkolwiek fizyczności, choćby wzmianki o jej kolorze oczu czy o tym, jak się uśmiecha. Brakuje nawet klarownego odniesienia do miłości, nie mówiąc o jej nazwaniu. Moim zdaniem jest to piosenka opisująca relację podmiotu lirycznego z Bogiem (lub inną istotą boską, w którą podmiot liryczny wierzy).

      Autor nawet podpowiada, żeby trochę się wysilić przy interpretacji utworu:

      Open mind for a different view

      Spróbuj przeczytać, albo posłuchać tekst, mając świadomość, że facet śpiewa to do Boga. Zaskakująco dobrze pasuje.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Otóż według porządku natury, ustanowionego przez Opatrzność Bożą, rzeczy niższe mają służyć do zaspokojenia potrzeb ludzkich. Dlatego podział rzeczy oraz ich uwłaszczenie pochodzące z prawa ludzkiego, nie stanowi przeszkody w użyciu tych rzeczy dla zaradzenia koniecznej potrzebie człowieka. Dlatego rzeczy posiadane przez niektórych ludzi w nadmiarze, z prawa natury mają służyć utrzymaniu ubogich.

    pokaż spoiler Summa theologiae, Zagadnienie 66, Artykuł 7


    ~ Tawarisz Foma z Akwinu

    #filozofia #logika #chrzescijanstwo #socjalizm i #redystrybucja
    pokaż całość

    źródło: elavepene.us

  •  

    Czy bycie za aborcją, ale tylko dla żydowskich kobiet jest etyczne?

    #filozofia #pytanie #4konserwy #neuropa

    źródło: tse4.mm.bing.net

  •  

    Stirner krytycznie o tych, którym wolność myli się ze służeniem jakimś urojonym bytom typu naród, rasa.

    Rodzice, krewni, ojczyzna, naród, miasto rodzinne, itd., w końcu w ogóle bliźni („bracia, braterstwo”) utrzymują, że mają prawo do mojej miłości, której bezwzględnie żądają. Traktują ją jak swą własność, a Mnie – gdy się sprzeciwię – mają za rabusia, który pozbawia ich tego, co im się należy, co jest Ich. Ja winienem kochać. A skoro miłość jest nakazem i prawem, to Mnie, bym kochał, naucza się i ćwiczy; gdy przeciw niej wykroczę – czeka Mnie kara.

    W narodzie – Wy, dobrotliwi ludzie, wyobrażacie Sobie, że jest on jakimś cudem doskonałości – powszechnie zapanowała policyjna mentalność. Jedynie ten, kto wyprze się swego Ja, kto „wypiera się” samego siebie, jest narodowi miły.

    Ludzie dobrodusznie mniemają, iż prawa winny nakazywać tylko to, co w odczuciu narodu jest słuszne i sprawiedliwe. Lecz cóż Mnie obchodzą odczucia narodu? Naród będzie być może przeciwko bluźniercom, a prawo przeciwko bluźnierstwu – czy dlatego właśnie mam nie bluźnić? Czy będzie to coś więcej niźli „rozkaz”? Ja się pytam!

    #filozofia #neuropa #4konserwy
    pokaż całość

  •  

    "Załóżmy, że żadna wyższa inteligencja nie stoi za stworzeniem świata. W tym wypadku mój mózg nie został przez nikogo zaprojektowany w celu myślenia. Po prostu gdy atomy w mojej czaszce z chemicznych bądź fizycznych powodów układają się w pewien sposób, to ubocznym skutkiem tego procesu jest moje wrażenie, które nazywam myślą. Ale jeśli to prawda - jakie mam prawo uważać moje rozumowanie za prawdziwe? To tak jak gdyby potrącić dzbanek w nadziei, że rozlane mleko przypadkiem stworzy mapę Londynu. Lecz jeśli nie mogę ufać moim myślom - to nie mogę też ufać argumentom prowadzącym do ateizmu, więc nie mam żadnego powodu by być ateistą lub wyznawać jakikolwiek inny pogląd. Jeśli nie wierzę w Boga - nie mogę wierzyć w rozsądek, zatem nie mogę użyć rozsądku by w Niego zwątpić."
    ~C.S Lewis
    #ateizm #religia #chrzescijanstwo #zaoranie #bekazateistow #filozofia #katolicyzm #kosciol #kosciolkatolicki
    pokaż całość

  •  

    #godelpoleca #muzyka #indierock #filozofia #filozofiawedlugmodestmouse

    #∞

    Modest Mouse - Gravity Rides Everything

    będzie długo, piosenka fajna, jak ktoś oprócz mnie przeczyta całe to będzie mi miło.
    zazwyczaj staram się odbierać piątkowym wieczorom możliwość zatopienia w cudzych punktach widzenia i świadomie oddaję się odmóżdżeniu w kontrze do obowiązków(które swoją drogą bardzo lubię).
    dzisiaj będzie inaczej, bo coraz częściej w medytacyjnym tonie zanurzam się w afektywnym projektowaniu myśli wedle siatki pojęciowej, którą oblepione są cudze ośrodki odczuwania bólu, życia, śmierci i miłości.

    dlatego kwestia nr.1
    -czy my(ja) jako osoba, byt zaistniały w czasie x lat temu, to wciąż ta sama osoba co teraz?

    pamiętam jak dziś, 2 klasa liceum, niczym zbity pies wyrzucony ze szkoły. siedziałem w pół-śnie przy szybie autobusu, którym musiałem przejechać całe miasto by dostać się do miejsca, którego nienawidziłem. wgapiony w próżnię mijającego dnia, gdzie każdy człowiek zlewał się z szarością miasta, a jakakolwiek chęć działania nigdy nie poznawała swojej kinetycznej natury. po raz pierwszy zrozumiałem, a przynajmniej myślałem, że zrozumiałem, o co chodzi w tej piosence.
    wszyscy jesteśmy uwięzieni - sobie myślałem. te dźwięki przeskakujące między słuchawkami to próba zilustrowania w dźwiękowych drganiach fizycznych wzorów pól grawitacyjnych, którym zawdzięczamy istnienie. wytnijcie całą resztę, pomińcie skrzeczącego Brocka i rozklekotaną gitarę. wsłuchajcie się tylko w ten dźwięk szybujący za beznadzieją dnia codziennego. wektor siły zmieni wtedy kierunek, a wy, jak i ja, poczujecie wyzwoleńczą moc szybowania ponad schematami. opuścicie ten ograniczający futerał, o którym zwykło się mówić - człowiek.

    kwestia nr.2
    -co warunkuje to kim jesteśmy - fizjonomia, poglądy, doświadczenia, pragnienia? czy nakreślona na podstawie wszystkich zmiennych figura na wykresie?

    pamiętam jak dziś, minęły 3 lata od poprzednich rozważań. moją ulubioną czynnością było wyjeżdżanie tym samym autobusem, dokładnie w to samo miejsce, do którego tym razem jechałem z uśmiechem na twarzy. po to by na łonie natury, w palącym słońcu, z ascetycznym przekąsem na twarzy zanurzyć się w literaturę, w której szukałem odpowiedzi na kryzys wiary.
    Albert Camus - to był gość sobie myślałem. czy mógłbym zabić człowieka? czy z pustką z którą grałem w filozoficznego tenisa, mogę się zaprzyjaźnić na dłużej? czy wypada z nią przyjść na obiad do babci? obnosić się z nią na wydarzeniach kulturalnych? daj spokój. pewnych rzeczy nie mówi się na głos. ale tak to jest, że te niewypowiedziane, nieistniejące myśli słychać najwyraźniej. tak jak ta grawitacyjna pułapka, trzyma nas za gębę, dociska do konturów gnijącej planety, a nikt jej nie widział. niby ta gitara w tle jest poza piosenką, gra gdzieś w oddali, a każdy słyszy dokładnie każdy jej świst.

    kwestia nr.3
    -czy figura ta, nie ma na tyle zmiennego charakteru, że dynamizuje się, upraszcza się z sekundy na sekundę?

    pamiętam jak dziś, bo to było sekundę temu. słucham sobie znowu tej samej piosenki, jako dorosła już osoba i sięgam jeszcze dalej. nie boję się żyć, mówić o tym co myślę, nie zastanawiam się -co ludzie powiedzą-, i wiem, że cierpienie nie uszlachetnia. jak ktoś nie żył godnie, nie umrze z godnością. jak ktoś nie pogodzi się ze śmiercią, ten nie będzie potrafił żyć.
    ej a co z gitarami w tle Gravity Rides Everything?
    nie ma już żadnych gitar.
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Cytowanie u Bertranda Russella. Książka Icarus; or, the future of science.

    #nauka #filozofia

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    #historia #filozofia #prawo #religia #monteskiusz

    "O słusznej proporcji kar do zbrodni:

    Bardzo ważne jest, aby kary były w harmonii między sobą, ponieważ bardzo ważne jest, aby raczej unikano wielkiej zbrodni niż malej; tego, co bardziej grozi państwu, niż tego co grozi mu mniej.

    „Pewien szalbierz, mieniący się Konstantynem Dukasem, wzniecił w Konstantynopolu wielki bunt. Ujęto go i skazano na chłostę; że jednak obwinił znaczne osoby, skazano go, jako oszczercę, na spalenie”. Osobliwe jest, iż w ten sposób odmierzono kary za obrazę majestatu i za oszczerstwo.

    To przypomina jedno rzeczenie Karola II, króla angielskiego. Ujrzał, przechodząc, człowieka pod pręgierzem; spytał, za co się tam dostał. „Miłościwy panie, odpowiedziano mu, pisał satyry na twoich ministrów. — Cóż za głupiec, odparł król, czemuż nie pisał na mnie? Nic by mu się nie stało”.

    Siedemdziesiąt osób spiskowało przeciw cesarzowi Bazylemu. Kazał ich ochłostać, oraz spalić im włosy i sierć. Skoro raz jeleń chwycił cesarza rogiem za pasek, ktoś z orszaku wydobył miecz, przeciął pasek i oswobodził go; cesarz kazał mu uciąć głowę, ponieważ (mówił) dobył miecza na niego”. Kto mógłby myśleć, iż pod tym samym władcą mogły być wydane te dwa wyroki?

    Jest wielkim błędem u nas, iż wymierza się tę samą karę temu, kto kradnie na gościńcu, i temu, kto kradnie i morduje. Jasne jest, iż ze względu na bezpieczeństwo publiczne powinno by się wprowadzić jakąś różnicę w karze.

    W Chinach złodziei-morderców kraje się w kawałki, innych nie: ta różnica sprawia, iż tam kradną, ale nie mordują.

    W Moskwie, gdzie kara na złodziei i na morderców jest jedna, mordują zawsze. Umarły, powiadają, nie zdradzi.

    Kiedy nie ma różnicy w karze, powinna być różnica w nadziei ułaskawienia. W Anglii nie mordują, ponieważ złodziej może mieć nadzieję, iż go przeniosą do kolonii; morderca nie.

    Prawo łaski jest potężną sprężyną w rządzie umiarkowanym. Owa moc przebaczenia, jaką posiada książę, roztropnie wykonywana, może dawać cudowne skutki. Zasada despotyzmu, który nie przebacza i któremu nie przebaczają nigdy, pozbawia go tych korzyści."
    pokaż całość

    +: juzjuzjuz, mlodszy_szaman_hordy +4 innych
    •  

      @Cauchemar7: Owszem, do tego ciekawym. Jednak nie miałem intencji porównania poglądów Monteskiusza do... poglądów Monteskiusza, ale konfrontować je z wiedzą dziś nam dostępną. No chyba, że kwestie badamy w kontekście historycznym, nie zaś na zasadzie dochodzenia prawdy.
      Ps: Też uznaję absolutne prawdy etyczne, ale podchodzę do tego nieco bardziej krytycznie.

    •  

      @biliard Ja patrzę raczej pod kątem historycznym. 1/3 książki jest o monarchiach więc niezbyt przydatna dziś.
      Oczywiście, że nie przewidział wielu problemów które dziś mamy. Nie pamiętam za bardzo jakiegoś fragmentu o okolicznościach łagodzących, ale zakładam, że raczej przewidywał ich istnienie. On generalnie nie pisał o tym jak powinno być, ale dlaczego jest jak jest i jakie są skutki poszczególnych praw itp. sam za bardzo nic tam nie wymyśla, tylko komentuje różne systemy na przestrzeni wieków. Nie przypominam sobie na przykład, żeby faworyzował republikę albo monarchię. Pisał o zaletach i wadach obu. Oczywiście też, nie zgadzam się ze wszystkim co pisze w 100%. pokaż całość

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    UFO? Dajcie spokój

    Jeśli jakaś cywilizacja wyewoluowała i rozwinęła technologię, to przez kolejne 500 lat (może być 50 albo 5000, w skali istnienia wszechświata to i tak nieistotny ułamek) nastąpił rozwój ostateczny, zobaczcie jak to wygląda u nas, ostatnie 30 lat rozjebaliśmy temat i wszystko zapierdala coraz szybciej, w sensie rozwoju technologii.

    Od początku;

    Tranzystor, elektronika, implanty, więcej implantów, gdzie do żywej tkanki łączy się coraz więcej nanotechnologii, aż do powstania ostatecznej superinteligentnej chmury / struktury atomów tworzącą żywą, technologicznie rozwiniętą masę w stopniu ostatecznym.

    Czyli jeśli "UFO" istnieje to zapierdala w postaci struktury/chmury z prędkością bliską prędkości światła i nawet nie zauważymy jak nas pochłonęła. Stalibyśmy się jej częścią, pożarci, by z jakiegoś powodu powielić lub rozmnożyć lub powiększyć strukturę.

    Pytanie czy ta chmura/struktura w ogóle do nas dotrze bo:

    1) możliwe że nie istnieje
    2) po chuj miała by zapierdalać do PL ??? Tzn tego nie wiemy czego chce, czy w ogóle się przemieszcza
    3) wszechświat rozszerza się szybciej od prędkości światła a jeśli jest to najwyższa możliwa do uzyskania prędkość to już sami wiecie (nie zrozumcie mnie źle, sam nie wiem co piszę)

    Za 100 lat nanoroboty będą modyfikować płód w cipie, za 200 lat prawdopodobnie nie będzie już żadnych problemów, a za 500 ciężko sobie wyobrazić, nie wykluczone że sami stworzymy taką strukturę, ale imo wcześniej wpierdolimy ludzi do pewnego rodzaju Matrixa, zamiast gałek ocznych będą specjalne przetworniki, nerwy splątane z procesorami i cyk 100 takich ludzkich rdzeni z mózgowiem (bo odpowiadają za jaźń i odczuwanie rzeczywistości) splątanych elektroniką i załadowanych w kontener pod ziemią, blisko jądra gdzie jeszcze jest ciepło xd

    Tak sobie to wszystko wyobrażam.

    Ogólnie wygląda to tak że zostaliśmy zjedzeni i wysrani przez takie struktury już 20 razy a obecna symulacja jest kurwa jebanym żartem a nie życiem.

    Jeśli ktoś z przyszłości to czyta i ma wpływ to zrób coś żebym miał luźniej bo to jakaś masakra jest, tylko depresja i stres...

    BTW jeśli jakiś Bóg z jakiejkolwiek naszej religii faktycznie istnieje to beka.
    #przemyslenia #przemysleniazdupy #ufo #filozofia #technologia #astronomia #wszechswiat
    pokaż całość

    źródło: wonderopolis.org

    •  

      zobaczcie jak to wygląda u nas, ostatnie 30 lat rozjebaliśmy temat i wszystko zapierdala coraz szybciej, w sensie rozwoju technologii.

      @i_took_a_pill_in_remiza: Akurat w przedmiotowej dziedzinie - czyli w technologii lotów kosmicznych - nic się nie zmieniło - lezymy i kwiczymy od czasów programu Apollo.

    •  

      @staszaiwa: jednak ostatnie lata i spacex to jest pewnego rodzaju drgnięcie tematu. ale fakt-do rozmachu programu apollo daleko. ciekawe, gdyby tak przestawic gospodarki wszystkich państw na tory explracji kosmosu, wytwarzania nowych technologii kosmicznych - gdzie moglibysmy byc za te 20 lat?

      +: eM-Ka
  •  

    Molier rozprawiał z pewnym filozofem o tym, kto jest głupcem.
    -Głupiec - powiedział filozof - to człowiek, który wyraża swoje myśli w ten sposób, że inny go nie rozumieją. Zrozumiałeś mnie?
    - Nie.
    #heheszki #anegdota #filozofia #molier

    +: Primusek, mlodszy_szaman_hordy +4 innych
  •  

    Z lektury wpisów pod dwoma tagami postanowiłem wyciągnąć destylat i wypunktować najważniejsze postulaty. Zapraszam do lektury: ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #neuropa
    -promowanie homoseksualizmu przez gości przebranych w sukienki w przedszkolach
    -stręczenie Twojej nastoletnie córce związków z murzynami i arabami
    -chcesz popracować latem, wieczorem przy otwartym oknie, ale marokańskie dzieciaki drą mordę
    -jeśli należysz do klasy wyższej przemieszczasz się samochodem opancerzonym
    -jeśli należysz do klasy średniej, żyjesz na pilnie strzeżonym osiedlu za trzymetrowym murem
    -na lotnisku odprawa trwa 5h, ponieważ czarna obsługa nie jest wstanie opanować żadnego cywilizowanego języka w stopniu komunikatywnym
    -gdy zapada zmrok, nie wychodzisz z domu
    -twój syn się upił i nie wrócił przed zmrokiem, więc został zastrzelony przez "nieznanych" sprawców
    -na stacji benzynowej najpierw płacisz gościowi za pancerną szybą, a potem tankujesz
    -muzeum męczeństwa Żydów w każdym powiecie
    -holokaust, historia, implikacje etc. stanowi 88% wszystkich lekcji historii
    -ostatni raz z komunikacji miejskiej korzystałeś 20 lat temu (za starych dobrych czasów hehe)
    -twój drugi syn zmienia płeć i jeśli się temu sprzeciwisz pójdziesz do więzienia
    -cała infrastruktura w kiepskim stanie, most w okolicy zawalił się po ostatniej powodzi
    -odrażająca architektura a'la Daniel Libeskind (żydowska)

    #ocieplaniewizerunkuadolfahitlera
    -kolej magnetyczna pomiędzy najważniejszymi miastami
    -lot samolotem ponaddźwiękowym pomiędzy Warszawą a Johannesburgiem trwa kilka godzin
    -homoseksualizm jest zakazany
    -piękna, europejska sztuka, architektura, malarstwo, muzyka (aryjska)
    -przepyszne mięsko pozyskiwane jest z hodowli komórek macierzystych (zero dręczenia zwierząt)
    -drogi szybkiego ruchu pomiędzy najważniejszymi miastami, po których mkną autonomiczne samochody
    - wakacje na Księżycu, Marsie etc.
    -program eugeniczny wspierający rozrodczość najlepszych jednostek, ograniczający upośledzonych
    -na ulicach ładni, biali ludzie ubrani w wysublimowanie odzienia prosto z Paryża i Mediolanu (jest jeszcze widoczna delegacja handlowa z cesarstwa Japonii, ale oni są spoko)
    -przeciętnego robotnika stać na wakacje na włoskiej riwierze
    -handel narkotykami jest karany śmiercią
    -kobiety z nadwagą poniżej 70. roku życia i mężczyźni bez zaznaczonych mięśni brzucha poniżej 70. roku życia są poddawani natychmiastowej eutanazji

    #4konserwy #nauka #filozofia #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Ale Mainländer zwalił mi dzisiaj konia

    kwiatem wszelkiej mądrości człowieka jest wiedza o bezwartościowości życia
    #antynatalizm #filozofia #mainlander

  •  

    Dziękuje użytkownikowi @efilista za poznanie tej filozofii: Efilismu
    #filozofia #antynatalizm #efilism

    źródło: youtube.com

  •  

    Ciekawa pozycja dla tych, którzy interesują się zagadnieniami z pogranicza astronomii / fizyki / filozofii i biologii. Brian fajnie i rzeczowo pisze, bez ceregieli w sam punkt :)
    #kosmos #filozofia #nauka #ksiazki

  •  

    hej chłopacy czy wy też macie cholerną ochotę sb obciągnąć ??
    kiedy widzę jak moja girl z taką pasją i zaangażowaniem ssie liże całuje obejmuje ustami to niesamowicie jej tego zazdroszczę tej możliwości
    też bym tak chciał
    ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad swoją orientacją bo o ile do tej pory byłem przekonany że jestem 100% hetero to jak sb pomyślę o takim dużym ładnym zadbanym błaszczaku jak mój i go tak sb wyobrażam przez oczami to to wyobrażenie natychmiast zamienia się w fantazję o otworzeniu jak najszerzej ust i chapnięciu go ;O
    i że go tak trzymam u nasady dłonią i posuwam w górę i w dół i mam główkę w ustach i się nią bawię i liżę i wgl 乁(♥ ʖ̯♥)ㄏ乁(♥ ʖ̯♥)ㄏ乁(♥ ʖ̯♥)ㄏ
    tylko że właśnie inni faceci mnie odpychają raczej
    najchętniej to sb bym tak zrobił ale zdecydowanie za mało elastyczny jestem ;///
    albo swojemu klonowi
    o mój klon byłby idealny do tego bo mógłbym przed nim klęknąć i wgl od dołu się zabrać do dzieła a z sb samym to raczej nie niezależnie od elastyczności pleców
    komuś innemu to nie chciałbym raczej
    tylko nwm czy to przez to że większość chłopców jest obleśna totalnie i zaniedbana i nie golą nóg i są ulani i wgl ale np taki ładny szczupły ogolony by mnie przekonał
    czy morze to przez to że od dziecka miałem wbijane do głowy heteronormatywne normy i nabyta w ten sposób repulsja do czynności sexualnych z chłopcami siedzi zbyt głęboko zakorzeniona w mojej głowie żeby od tak sb ją wyłączyć
    a morze po prostu jednak jestem zupełnie hetero ¯\_(ツ)_/¯
    nwn nwm nwm
    ale chętnie bym sb obrobił pęto

    #niebieskiepaski #rozowepaski #zwiazki #seks #4konserwy #lgbt #logikaniebieskichpaskow
    #gownowpis #oswiadczeniezdupy #takaprawda #przemyslenia #przemysleniazdupy #filozofia #socjologia
    pokaż całość

    źródło: rox.com

    no właśnie

    • 45 głosów (30.82%)
      jestem hetero, TAK
    • 60 głosów (41.10%)
      jestem hetero, NIE
    • 14 głosów (9.59%)
      nie jestem hetero, TAK
    • 9 głosów (6.16%)
      nie jestem hetero, NIE
    • 18 głosów (12.33%)
      nie mam siusiaka ale chciałabym
  •  

    O dowodzie ontologicznym cz.3

    Część pierwsza była wprowadzeniem i kreśliła krajobraz krain apriorycznych. Część druga zawierała wyjaśnienia i rozważania natury technicznej, i choć było ich niewiele, to prawdopodobnie większość uznała je za nudne. Ta część, tym razem ostatnia, służyć będzie ocenie konkluzywności argumentu Anzelma. Nie można jednak pisać o dowodzie ontologicznym, nie poświęcając przy tym dostatecznie wiele miejsca jednemu z najsławetniejszych sloganów w historii filozofii, toteż zanim przejdziemy do kreślenia wniosków, wypada nam spotkać się z Kantem i zastanowić się, czy istnienie jest predykatem.

    Większość historycznych myślicieli ma na swoim koncie przynajmniej jedno zdanie, które jakby dziecię wyrodne wyrwało się spod jego władzy i udało się w świat, aby rozpocząć swoje życie. Niektóre z nich w swym buncie postanowiły wieść żywot całkiem inaczej niż życzyli sobie tego twórcy. Współcześnie wielu wie, że nic nie wie, jednak przede wszystkim nie wie, o co im chodzi. Inni dziwią się, że przecież da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. Jeszcze innym zdaje się, że są dzięki temu, że myślą. Jednak są też idee, które przetrwały w stanie z grubsza nienaruszonym. I tak wszystkie serca mają prawdy, których nie znają rozumy, a byt wciąż określa świadomość i czuje się bezpieczny, bowiem niebytu nie ma. A co z Kantem? Czy byłby dumnym ojcem? Być może, lecz przekonałby się, że to dziecko, które my tu teraz niańczymy, zostało mu podrzucone. ‘Co to znaczy?, ktoś zapyta, ‘Czyż Kant nie stwierdził, że istnienie nie jest predykatem? I że przez to dowód ontologiczny należy odrzucić?’. I tak i nie. Rzeczywiście, według Kanta dowód ontologiczny był błędnym, a błąd zawierał się w tym, że próbował zawrzeć istnienie w definicji Boga, licząc na to, że jakimś magicznym sposobem ten rzeczywiście zaistnieje. Mimo to próżno szukać fragmentu w Krytyce czystego rozumu, w którym autor stwierdziłby, że istnienie nie jest predykatem. Aby nie być gołosłownym, przytaczam interesujące nas wyimki z tłumaczenia Chmielowskiego (wytłuszczam fragmenty szczególnej uwagi):

    Mógłbym się wprawdzie spodziewać, że tę pedancką gadaninę, bez wielkiego zachodu, dokładnym określeniem pojęcia istnienia, obrócę w niwecz, gdybym się nie przeświadczył, że omamienie, spowodowane pomieszaniem orzeczenia logicznego z realnym (tj. z określeniem jakiejś rzeczy), prawie wymyka się wszelkiemu upomnieniu. Za orzeczenie logiczne może służyć wszystko, co się chce, nawet podmiot może się stać swoim orzeczeniem, gdyż logika odrywa się od wszelkiej treści. Ale określenie jest orzeczeniem, które prześciga pojęcie podmiotu i powiększa je. Nie może więc ono już się w nim zawierać.

    Byt nie jest oczywiście wcale orzeczeniem realnym, tj. pojęciem o czymś, co by mogło zostać dodanym do pojęcia jakiejś rzeczy.

    Jeśli tedy wezmę podmiot (Bóg) razem ze wszystkimi jego orzeczeniami (pomiędzy którymi znajduje się także wszechmoc) i powiem: Bóg jest lub: jest Bóg_ to nie stwierdzam żadnego nowego orzeczenia do pojęcia o Bogu, lecz tylko podmiot sam w sobie wraz ze wszystkimi jego orzeczeniami, a mianowicie rzecz w odniesieniu do mojego pojęcia

    Wobec bowiem rzeczywistości przedmiot jest nie tylko zawarty analitycznie w moim pojęciu, lecz przybywa do mego pojęcia (będącego określeniem mojego stanu) syntetycznie, chociaż przez ten byt poza moim pojęciem same te pomyślane sto talarów nie zwiększają się bynajmniej. Jeżeli zatem pomyślę sobie rzecz jakąś za pomocą jakichkolwiek i jak bądź wielu orzeczeń (bodaj nawet w wyczerpującym określeniu), to tej rzeczy przez to, iż dodam, że ta rzecz jest, nic a nic już nie przybędzie.

    Mógłbym wkleić więcej, ale chyba nie ma sensu. Zanim przejdziemy dalej, to trzeba zauważyć (choć może po tych fragmentach tego nie widać), że, niezależnie od konkluzji, cały wywód nie jest najwyżej jakości. Niektóre twierdzenia wydają się kompletnie bez związku z wnioskiem, jaki Kant chce uzasadnić, inne zaś pojawiają się niejako z próżni. Mimo to stanowisko Kanta można zrekonstruować i nie wydaje się, aby jego konkluzja brzmiała: ‘istnienie nie jest predykatem’. Kant jasno rozgranicza ‘orzeczenie logiczne’ od ‘realnego’ i przyznaje, że tym pierwszym ‘może być cokolwiek’. To ‘orzeczenie realne’ Kant nazywa określeniem i to z tej kategorii wyrugował istnienie. A jak zdefiniował określenie? Określenie ma być tym, co może zostać ‘dodane do pojęcia jakiejś rzeczy’, a w wyniku tego dodawania ‘coś przybędzie’. Podsumowując przy użyciu bardziej precyzyjnego języka: istnienie jest predykatem, ale predykatem odmiennym od tych, które tworzą pojęcia obiektów np. bycie czerwonym. Nie chodzi też o to, że nie można zdefiniować obiektu jako istniejącego. Można, tyle że nie będzie to miało żadnego efektu. Konsekwencje tej myśli najlepiej ująć przykładem. Zdanie ‘Istniejące wombaty istnieją’ jest wprawdzie zdaniem analitycznym i koniecznym jest, aby istniejące wombaty istniały, lecz nie gwarantuje ono, że są jakiekolwiek wombaty. Ujmując inaczej, każdy element zbioru istniejących wombatów istniałby, lecz nie jest koniecznym, aby ten zbiór zawierał choć jeden element. Skąd zatem wziął się slogan? Cóż, pewnie można i w ten sposób interpretować Kanta, mimo że wydaje mi się to nadinterpretacją. Z całą pewnością jego krytyka kogoś zainspirowała. Jednak to nie Kant pozbawił istnienie statusu predykatu, a Russell i Quine. Ten pierwszy wszak jest ojcem logiki klasycznej, w której predykat egzystencji nie funkcjonuje, drugi zaś jest autorem innego sławnego sloganu: ‘istnieć oznacza być wartością związanej zmiennej’. Czy to słuszne stanowisko? Są wątpliwości, lecz jest to problem na inny wpis (od miesięcy zastanawiam się nad wpisem o postaciach fikcyjnych), zatem pozostawmy to bez rozstrzygnięcia.

    Zanim przejdziemy do tego, jak odnieść powyższe do argumentu Anzelma, warto przyjrzeć się uzasadnieniu Kanta, nawet jeśli akceptujemy jego wniosek. W jego wywodach znaleźć można takie oto twierdzenie, że pojęcie i odpowiadający mu obiekt ‘muszą zawierać dokładnie toż samo’ oraz iż ‘sto rzeczywistych talarów nie zawierają ani odrobiny więcej niż sto możliwych’. Jak słusznie zauważył Plantinga, nie wydaje się to być prawdą. Zdefiniujmy bowiem, co oznacza być pojęciem jakiegoś obiektu (przyda nam się to zresztą do krytyki Anzelma). Proponuję taką definicję:

    Pojęcie obiektu x to zbiór n predykatów (własności) P1...Pn takich, że każdy dowolny predykat Pi umieszczony w zdaniu 'x jest P' tworzy zdanie koniecznie prawdziwe.

    Weźmy teraz pojęcie najszybszego człowieka-sprintera na świecie. Z całą pewnością w tym pojęciu mieszczą się własności bycia człowiekiem, bycia szybszym niż ktokolwiek inny, posiadania nóg etc. Przyjmijmy teraz – nie znam obecnej sytuacji sportowej – że najszybszym sprinterem nadal jest Usain Bolt. Usain Bolt posiada zatem wszystkie te własności, które wchodzą w skład pojęcia najszybszego człowieka-sprintera na świecie. Mimo to przysługuje mu znacznie więcej niż jest zawarte w tym pojęciu. Jest czarnoskóry, mierzy 195 centymetrów, urodził się na Jamajce etc. Żadna z tych własności nie wchodzi w skład pojęcia najszybszego człowieka-sprintera, albowiem nie jest koniecznie, aby miał on dokładnie tyle wzrostu. Inaczej ujmując, zdanie ‘najszybszy sprinter na świecie mierzy 195 centymetrów’ jest prawdziwe, lecz tylko przygodnie; w 2008 roku prawdziwym było stwierdzenie, że ma on 190 cm. Zatem obiekt zawiera znacznie więcej niż pojęcie, które mu odpowiada, zaś Kant nieco się zagalopował.

    Załóżmy wszelako, że Kant miał rację i że zawieranie istnienia w pojęciu Boga nie ma kompletnie żadnego efektu. Jak do się ma do Anzelma? Pisząc część pierwszą, sądziłem, że nijak. Teraz jednak mam wątpliwości. Wprawdzie żadne zdanie drugiego rozdziału Proslogionu nie wskazuje na to, aby Anzelm miał zdanie ‘Bóg istnieje’ za analityczne w kantowskim rozumieniu. Z pewnością, co zresztą pisałem poprzednio, nie definiuje explicite Boga jako istniejącego. A może zawarł egzystencję w definicji rzeczy, ponad którą nic wspanialszego nie da się pomyśleć? Ciężko znaleźć coś na poparcie takiej tezy, bowiem Anzelm wydaje się traktować to pojęcie jako pierwotne i nie rozwodzi się nad jego znaczeniem. Prawdopodobnie zapytany o to, co sprawia, ze Bóg ma taki status, zapewne wymieniłby klasyczne przymioty jak wszechmoc czy wszechwiedza. Jednakże jeśli przyjrzymy się P2 i P3, to tam właśnie Anzelm stwierdza, że można pomyśleć o czymś identycznym z Bogiem jako o istniejącym i przez to o czymś wspanialszym niż Bóg nieistniejący. Jeżeli tak, to musimy cały argument podsumować – non sequitur. Używając słownika Kanta, Anzelm w P3 dodaje do pojęcia Boga orzeczenie istnienia, jednak, jak wynika z przytoczonych fragmentów krytyki kantowskiej, taki akt nie powoduje, że opuszczamy nagle sferę pojęć. Zamiast tego otrzymujemy zwyczajnie to samo pojęcie z jednym dodatkowy predykatem, lecz nadal nie wiemy, czy jest obiekt, który temu pojęciu odpowiada. W takim wypadku wnioskiem argumentu winno być coś w rodzaju ‘w pojęciu Boga zawiera się istnienie’, lecz jeśli uznajemy twierdzenia Kanta, to wniosek ten nie będzie równoważny ‘Bóg istnieje’. Jeśli natomiast przyznamy, że w P3 opuszczamy sferę pojęć, to argument Anzelma staje się kołowy.

    Ciężko jednoznacznie orzekać, co Anzelm miał na myśli. Być może wina leży po mojej stronie i nieprawidłowo zrekonstruowałem argument, być może zawinił tłumacz. Faktem jest, iż istnieją inne rekonstrukcje, które unikają tych problemów. Przedstawiona przeze mnie zmodyfikowana wersja formalna również wydaje się unikać kantowskich zarzutów, bo nie stwierdziłem tam w przesłankach, że jest coś identycznego z Bogiem. Sam Kant raczej nie poczułby się źle na wieść o tym, że jego krytyka nie dotyczy argumentu Anzelma, jako że nie pisał on jej przeciw Anzelmowi, a przeciw Leibnizowi i poprzez niego przeciwko Kartezjuszowi. Może zamiast zastanawiać się bez końca nad tym, co Anzelm mógł uważać, lepiej zwrócić się ku temu, co uważał na pewno.

    Jak zwykle przy próbie odrzucenia argumentu musimy zwrócić się ku przesłankom. Definicję proponuje pozostawić w spokoju, bo jak pisałem w części drugiej, nad jej słusznością można debatować bez końca. W wersji zmodyfikowanej, którą zaproponowałem, przesłance P3 ciężko odmówić słuszności, zaś w przypadku P2, choć może ona budzić wątpliwości, da się znaleźć uzasadnienie. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że w przytoczonym poprzednio fragmencie Proslogionu Anzelm stara się uzasadnić tylko jedną z przesłanek, co być może wskazuje na to, że sam uważał ją za nieoczywistą. Mowa o przesłance P1, która stwierdza, że najwspanialsza rzecz istnieje w umyśle, albo, używając narzędzi, jakie tu wypracowaliśmy, istnieje tam jej pojęcie. Anzelm uzasadnia ją tak:

    Z całą pewnością jednak tenże sam głupiec, gdy słyszy to właśnie, co mówię: "coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane", rozumie to, co słyszy, a to, co rozumie, jest w jego intelekcie, nawet gdyby nie rozumiał, że ono jest.

    Czyli fakt, że głupiec rozumie te słowa, świadczy o tym, że ma w umyśle stosowne pojęcie. I tu tkwi problem Anzelma, co zauważył już Gaunilon, choć przeważnie wspomina się go tylko ze względu na nieszczęsną wyspę. Rozumienie słów coś, ponad co nic większego nie można pomyśleć musiałoby gwarantować, że pojęcie, jakie ma w umyśle głupiec, będzie uniwersalne tj. będzie co do joty odpowiadać pojęciu, jakie ma Anzelm, kiedy wymawia te słowa, bo tylko wtedy głupiec mógłby zidentyfikować rzeczywisty obiekt przy jego pomocy i obiekt ten byłby identyczny z tym, który zidentyfikował Anzelm. Rzecz w tym, że zrozumienie tych słów tego nie zapewnia. Raz, że te same słowa mogą dla głupca mieć zupełnie inne znaczenie, a dwa, że nawet gdyby tak nie było, to znaczenie tych słów nie determinuje jednoznacznie całego zbioru predykatów, jakie Anzelm wiąże z obiektem, jaki ma na myśli. Co więcej głupiec może rozumieć słowa, a jednak nie mieć w umyśle nic, co odpowiadałoby opisywanemu obiektowi. Weźmy banalny przykład żonatego kawalera. Każdy w czytających rozumie te słowa, jednak czy temu rozumieniu towarzyszy stosowne pojęcie takiego obiektu? Bynajmniej, wszak to obiekt niemożliwy, podobnie jak kwadratowe koło lub liczba pierwsza różna od dwa i podzielna przez dwa. Innym przykładem niech będzie ważkoszczur. Znaczenie tej nazwy łatwo odgadnąć, ale nikt z was nie wie, jakie pojęcie ja wiążę z tą nazwą (nie, nie ma skrzydełek). Wobec tego aby zaakceptować przesłankę P1 już wcześniej trzeba być przekonanym, że Bóg istnieje, i to ten sam Bóg, w którego wierzy Anzelm, inaczej jego słowom nie będzie odpowiadać pojęcie, które on sam posiada. Z samego rozumienia słów nic nie wynika i nie ma kompletnie żadnego powodu przyjmować P1 zamiast jej negacji. Gdybyśmy teraz przełożyli ten akapit na język modalności, to okazałoby się, ze dokładnie ten sam problem pojawił się u Plantingi. Tam też nie było żadnego powodu, by nie przyjąć, że jest niemożliwe, aby maksymalna doskonałość była egzemplifikowana. To właśnie de facto tę możliwość musiałby udowodnić argument. Anzelm swoją próbę podjął, jednak jego uzasadnienie zawodzi, bo nie chciało mu się czytać o filozofii języka. I niech to będzie przestrogą. Ja zaś będę pamiętał o tym, aby Kanta pochopnie nie skreślać.

    Spamlista dla zainteresowanych: KLIK

    #nowyonanizm #filozofia #ateizm #religia
    pokaż całość

    •  
      mlodszy_szaman_hordy

      0

      @Turysta_Onanista: no to co rozumiesz pod "może rozumieć słowa, a jednak nie mieć w umyśle nic, co odpowiadałoby opisywanemu obiektowi" jeśli nie "rozumienie słów nie oznacza pojęcia"

      @CzerstwaBulka: tak właśnie, panie.

    •  

      @mlodszy_szaman_hordy: No właśnie to rozumiem xd. Chybia wiem, o co ci chodzi. W zdaniu:

      skoro twierdziłem, że 'rozumienie słów nie oznacza pojęcia' to najlepiej było zacząć przykładów najbardziej wyrazistych.

      miałem na myśli to, że przywołałem obiekty sprzeczne, bo najlepiej obrazowały to twierdzenie. Nie dlatego, że definicja Anzelma była sprzeczna.

      +: mlodszy_szaman_hordy
    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Ogółem całe te chcę powiedzieć, że polska ziemia nie nosiła wybitniejszego geniusza. Pan Wojciech jest niesamowitym erudytą, elokwentnym posiadającym wiedzę na wiele trudnych tematów, które wyjaśnia w sposób bardzo przystępny i zrozumiały dla innych.

    #przegryw #suchodolski #kononowicz #filozofia #filozofiadlajanuszy pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Sam miewam #bekazkatoli Ludzie sobie wierzą w pustynnego, żydowskiego boga. Ale jeszcze większą bekę mam z #neuropa . Ci ludzie wierzą w to, że murzyni, azjaci, biali ludzie, którzy byli odseparowani przez dziesiątki tysięcy lat, są tacy sami xD. Współczesne lewactwo, to nic innego jak współczesne post-chrześcijaństwo. Jesteście neo-purytanami xD

    #4konserwy #filozofia #takaprawda #biologia
    pokaż całość

    źródło: kozepsuli.hu

  •  

    #antynatalizm #filozofia

    Kiedy mówi się, że "śmierć nie jest całkowicie negatywna, ponieważ może ocalić nas od gorszego cierpienia", to dowodzi, że jest ona zła. Życie nie jest złe, ponieważ umieramy, ale dlatego, że się rodzimy; umieranie jest jedynie pochodną narodzin.

    prof. Julio Cabrera

  •  

    O dowodzie ontologicznym cz. 2

    Dziś kontynuujemy naszą wyprawę przez jałowe ziemie aprioryzmu. W części pierwszej scharakteryzowałem dowody ontologiczne; wyjaśniłem też, co czyni je wyjątkowymi oraz zaznaczyłem, że pod tą zbiorczą nazwą kryje się mnogość wariacji, które zrodzone zostały u różnych źródeł i w różnych postaciach. W tej części, zgodnie z obietnicą, przedstawię dowód Anzelma.

    ‘Dlaczego Anzelm?’ ktoś mógłby spytać, ‘Wszak są argumenty współczesne, choćby ten Plantingi, który już omawiałeś’. Cóż, przede wszystkim powodem jest to, że kiedy w internecie mowa o dowodzie ontologicznym, prawie zawsze oznacza to argument Anzelma, stąd też to on jest najczęściej krytykowany i wyśmiewany. Jednocześnie daje się odnotować, iż wielu takich krytyków nie ma pojęcia, jak rzeczywiście brzmi ten argument. Kolejnym pretekstem jest fakt, że to właśnie ten argument zapoczątkował bogatą tradycję. Całkiem możliwe, że gdyby nie Anzelm, dziś nie musielibyśmy toczyć bohaterskich bojów przeciw apriorycznej Hydrze. Jeśli to za mało, to trzeba też wspomnieć, iż jest to argument najlepszy, jeśli rozważymy wszystkie tego typu próby podjęte przed XX stuleciem, albowiem Anzelm zdołał uniknąć tych błędów, jakie popełnili Kartezjusz czy Spinoza. Muszę jednak tutaj zaznaczyć, że w istocie Anzelm sformułował dwa argumenty. Pierwszy z nich – ten, który będziemy rozpatrywać – zawarty został w drugim rozdziale Proslogionu, a jego konkluzją jest, że Bóg istnieje. Drugi z argumentów znaleźć można w rozdziale trzecim, zaś jego wniosek przypisuje Bogu istnienie konieczne. Tym zajmować się nie będę, a to dlatego że jego ulepszoną wersją jest argument Plantingi, który już niegdyś opisywałem. Jednak czy warto w takim razie przejmować się argumentem, który nie dowodzi, że Bóg egzystuje z konieczności? Findlay w Can God's Existence be Disproved? utrzymuje, że tylko taki obiekt, który posiada jakąś własność w sposób konieczny, jest obiektem godnym czci wyznawców (ukłon w stronę @shadowboxer). Wolałbym jednak każdemu pozostawić wybór co do tego, przed czym chce paść na kolana, jako że to są jego kolana i nie mnie troszczyć się o nie. Poza tym linia krytyki, którą mam zamiar poruszyć, kiedy ją przełożyć na język modalności, dotyka również argumentu z rozdziału trzeciego.

    Argument z rozdziału drugiego przebiega następująco (tłum. Tadeusz Włodarczyk):

    A więc, Panie, który udzielasz zrozumienia wierze, daj mi, bym zrozumiał, na ile to uważasz za wskazane, że jesteś, jak w to wierzymy, i jesteś tym, w co wierzymy. [1] A wierzymy zaiste, że jesteś czymś, ponad co niczego większego nie można pomyśleć. Czy więc nie ma jakiejś takiej natury, skoro powiedział głupi w swoim sercu: nie ma Boga? [2] Z całą pewnością jednak tenże sam głupiec, gdy słyszy to właśnie, co mówię: "coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane", rozumie to, co słyszy, a to, co rozumie, jest w jego intelekcie, nawet gdyby nie rozumiał, że ono jest. Czymś innym bowiem jest to, że rzecz jest w intelekcie, a czymś innym poznanie tego, że rzecz jest. Kiedy bowiem malarz zastanawia się nad tym, co zamierza dopiero wykonać, to bez wątpienia ma w intelekcie to, czego jeszcze nie zrobił, ale nie poznaje jeszcze, że to jest. Kiedy zaś już namalował, to ma i w intelekcie to, co już wykonał, i poznaje, że to jest. [3] A więc także głupi przekonuje się, że jest przynajmniej w intelekcie coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane, ponieważ gdy to słyszy, rozumie, a cokolwiek jest rozumiane, jest w intelekcie. Ale z pewnością to, ponad co nic większego nie może być pomyślane, nie może być jedynie w intelekcie. [4] Jeżeli bowiem jest jedynie tylko w intelekcie, to można pomyśleć, że jest także w rzeczywistości, a to jest czymś większym. Jeżeli więc to, ponad co nic większego nie może być pomyślane, jest jedynie tylko w intelekcie, wówczas to samo, ponad co nic większego nie może być pomyślane, jest jednocześnie tym, ponad co coś większego może być pomyślane. Tak jednak z pewnością być nie może. Zatem coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane, istnieje bez wątpienia i w intelekcie, i w rzeczywistości.

    Wytłuszczone i ponumerowane przeze mnie fragmenty są kluczowe dla rekonstrukcji dowodu, do której właśnie przechodzimy.

    Zdanie z numerem [1] zawiera definicję Boga jako ‘czegoś, ponad co niczego większego nie można pomyśleć’. Od teraz zamiast określenia większy będę używać wspanialszy, lecz tylko ze względu na swoje preferencje. Zdania [2] i [3] formułują i uzasadniają jedną z przesłanek, której treść zapiszemy jako ‘Bóg istnieje w umyśle’. Jest to, jak się potem okaże, przesłanka kluczowa. Dalej w [4] mamy założenie dla dowodu nie wprost oraz drugą i trzecią z przesłanek. Kiedy przedstawimy dowód w formie uporządkowanej, przyjmie on następującą postać:

    (1) Bóg jest czymś, ponad co nic wspanialszego nie można pomyśleć (DEF)
    (2) Bóg istnieje w umyśle (P1)
    (3) Istnienie w rzeczywistości jest wspanialsze od istnienia w samym umyśle (P2)
    (4) Można pomyśleć o czymś, co jest identyczne z Bogiem, a do tego istnieje w rzeczywistości (P3)
    (5) Załóżmy, że coś, ponad co nic wspanialszego nie można pomyśleć [Bóg], nie istnieje w rzeczywistości (założenie dla RAA)
    (6) Coś, co jest identyczne z Bogiem, a do tego istnieje w rzeczywistości, jest wspanialsze niż Bóg, bo ten istnieje tylko w umyśle (z 2, 3 i 5)
    (7) Zatem można pomyśleć o czymś wspanialszym niż Bóg (z 4 i 6)
    (8) Zatem, na mocy definicji, można pomyśleć o czymś wspanialszym niż coś, ponad co nic wspanialszego nie można pomyśleć (sprzeczność)
    (9) Zatem Bóg istnieje w również rzeczywistości (wniosek)

    Zanim przejdziemy do formalizacji, już teraz warto zwrócić uwagę na to, że częsty zarzut, jakoby Anzelm definiował Boga jako istniejącego, jest bezzasadny. W definicji nie ma słowa o tym, że Bóg istnieje. Nie ma go również explicite w przesłankach. Owszem, Anzelm dobrał przesłanki tak, aby wyszło mu to, czego chciał dowieść, jednak jest to nieodzowne przy tworzeniu argumentu. Czynić wyrzuty komuś, że argumentuje pod tezę, jest poniekąd jak wygłaszanie pretensji, że kroi ziemniaki, a przecież chciał przyrządzić frytki. Wszelkie kontrdowody, które mają pokazywać absurdalność argumentu, po pierwsze, jak pisałem w poprzedniej części, nie wyjaśniają, co jest z nim nie tak, po drugie na ogół są jedynie pozornymi analogiami. Przykład Gaunilona zawodzi, albowiem jego wyspa nie spełnia definicji z dowodu Anzelma, a to ze względu na inną dziedzinę kwantyfikacji. Gaunilon podaje przykład najwspanialszego elementu ze zbioru wysp, zaś Anzelm rozpatruje znacznie szerszy zbiór, mianowicie zbiór wszystkich obiektów. O ile możliwym wydaje się znalezienie obiektu wspanialszego niż najwspanialsza wyspa, o tyle ciężko znaleźć nawet jakikolwiek obiekt poza zbiorem wszystkich obiektów, nie wspominając o obiekcie wspanialszym. Oczywiście jak zawsze zasadną jest konstatacja, iż argument Anzelma, jeśli poprawny i konkluzywny, dowodzi jedynie istnienia bliżej nieokreślonego boga, jednak nie Boga abrahamowego. Wszelako taka linia krytyki prowadziłaby do długiej i niepotrzebnej polemiki na temat tego, czy Bóg chrześcijański spełnia definicję czy nie, zatem porzucimy tę ścieżkę.

    Chcąc sformalizować ten dowód, napotykamy pewne trudności. Anzelm złośliwie umarł na długo przed tym, jak Frege napisał Begriffsschrift (przyznam, iż chciałbym wiedzieć, jak to się wymawia), więc nie dysponował narzędziami współczesnej logiki. Co więcej obca mu była klarowność znamienna dla dzisiejszej filozofii analitycznej, stąd pojawia się sporo problemów interpretacyjnych, co dotyczy zwłaszcza (4). Nie do końca wiadomo, jak coś może być identyczne z czymś innym, ale jednak czymś różnym. Nie wiadomo też, czy Anzelm traktował istnienie jako predykat albo kantowskie ‘określenie’, choć wydaje się, że nie, a przynajmniej bez trudu można przeformułować argument tak, aby wątpliwości te odeprzeć (więcej o tym przy omawianiu krytyki Kanta). Mimo że dowód wygląda na sformułowany w logice pierwszego rzędu, formalizacja P2 zdaje się wymagać logiki drugiego rzędu. Nie mam zamiaru tak komplikować, więc zanim podam postać formalną, nieco zmodyfikujemy argument Anzelma.

    Anzelm zakłada, że porównywać względem wspaniałości można obiekty, które współdzielą wszystkie własności poza istnieniem. My wzmocnimy te przesłankę tak, aby porównywać można było obiekty dowolne, czyli po prostu każdy obiekt istniejący w rzeczywistości jest wspanialszy od nieistniejącego. Mogą pojawić się głosy sprzeciwu, podobnie jak w przypadku oryginalnej wersji, jednak przesłanka ta przynajmniej nie jest na pierwszy rzut oka błędna. Fakt, że do obiektów rzeczywistych przywiązujemy większą wagę, a o rzeczywistych ludzi troszczymy się bardziej niż o bohaterów powieści, jakkolwiek wielkich przymiotów by nie byli, przynajmniej częściowo wspiera tę przesłankę. Dodatkowo skoro wzmocniliśmy P2, dla równowagi osłabimy P3 i założymy po prostu, że COŚ istnieje w umyśle i rzeczywistości. Tutaj z kolei nasza wersja wydaje się bardziej wiarygodna niż anzelmowska, przynajmniej dla tych, którzy nie są solipsystami. Dla uproszczenia dowodu określimy dziedzinę kwantyfikacji jako dziedzinę obiektów istniejących w umyśle, co ograniczy liczbę predykatów. Wyrażenia Bx, Rx i x>y oznaczać będą kolejno ‘x jest Bogiem’, ‘x istnieje w rzeczywistości’ i ‘x jest wspanialsze od y’. RAA oznacza dowód nie wprost. Teraz możemy przejść do formalizacji:

    1. (x)(Bx ≡ ~(∃y)y>x) [z definicji]
    2. (∃x)Bx [P1]
    3. (x)(y)((~Rx & Ry) ⊃ y>x) [P2]
    4. (∃x)Rx [P3]
    5. ∴ (∃x)(Bx & Rx) [do udowodnienia]
    6. ┌ ~(∃x)(Bx & Rx) [założenie dla RAA]
    7. │(x)~(Bx & Rx) [z 6]
    8. │Bm [z 2]
    9. │Rk [z 4]
    10. │~(Bm & Rm) [z 7]
    11. │~Rm [z 8 i 10]
    12. │(~Rm & Rk) ⊃ k>m [z 3]
    13. │(~Rm & Rk) [z 9, 11]
    14. │ k>m [z 12, 13 i modus tollens]
    15. │ Bm ≡ ~(∃y)y>m [z 1]
    16. │ ~(∃y)y>m [z 8, 15 i eliminacja równoważności]
    17. │ (y)~(y>m) [z 16]
    18. └ ~(k>m) [z 17, sprzeczne z 14]

    Tym samym udowodniliśmy, że nasza wersja argumentu jest poprawna (wersja oryginalna również jest, ale musicie mi wierzyć na słowo). Choć ta część miała być ostatnią, to uznałem, że gdybym miał jeszcze w niej uwzględnić omówienie kantowskiej krytyki oraz przytoczenie zarzutów, które są moim zdaniem trafne, wpis wyszedłby nazbyt długi, zwłaszcza, że zawiera on masę jakichś dziwnych znaczków, co do których tylko udaję, że je rozumiem. Z tego powodu polemika pojawi się w części trzeciej, czyli jutro bądź pojutrze. Albo w weekend. Kiedyś.

    Spamlista dla zainteresowanych: KLIK

    #nowyonanizm #filozofia #ateizm #religia
    pokaż całość

    •  

      @Turysta_Onanista: chyba chodzi o to, że dowód nie wprost nie jest konstruktywny w tym sensie, że nie wskazuje jednoznacznie, które z naszych założeń jest problematyczne — jedynie że ich zbiór jest niespójny — co powoduje ryzyko, że odrzucilśmy nie wszystko to, co trzeba i np. sprawca problemu został przemycony w niespójnej definicji albo jeszcze gdzieś indziej

    •  

      @Racjonalnie: Jeśli miałeś na myśli to, co napisał @Croce, to jest to oczywiście racja. Tyle tylko, że w tej części chodziło o pokazanie, że jeśli A to zbiór przesłanek Anzelma, a w to jego wniosek, to Aw, bo (A∪ {~w}) ⊢⊥. To, czy wina leży po stronie w, czy A , będziemy rozstrzygać w ostatniej części.

      +: Croce
    • więcej komentarzy (6)

  •  

    ✍ Łączenie nauki i wiary? - ewolucja: Dennett vs. Plantinga

    Plantinga - to nazwisko pojawiało się w ostatnich miesiącach w filozoficznych wątkach, a dodatkowo napotkałem tę recenzję http://www.youtube.com/watch?v=EGeAL0ynJeE autorstwa @JackTheDevil90

    Długo nie czekałem, zamówiłem, przeczytałem "na raz" i dzisiaj chciałbym polecić książkę "Nauka i religia. Czy można je pogodzić?" (Daniel C. Dennett, Alvin Plantinga).

    Powyższa recenzja wydaje się być mocnym spoilerem, ale bez obaw :)

    Dlaczego warto?

    - forma debaty: ile można czytać o tym, że "boga niet"? Kontakt z argumentem "drugiej strony" zmusza do uporządkowania własnych poglądów

    - "ewolucja sterowana" i jej konsekwencje: Plantinga jest zwolennikiem ewolucji przy której Bóg cały czas coś majsterkuje. Gdyby cofnąć czas, to Bóg znów musiałby wziąć się do roboty, aby powstał człowiek. Gdy zobaczyłem Plantingę jako autora, to raczej spodziewałem się bardziej czegoś w stylu Hellera ("Bóg jest matematyką"), a tutaj dostajemy ewolucjonizm zakrapiany kreacjonizmem. Ale mimo tego nie skreślałbym tego autora, wręcz przeciwnie. Myślę, że warto poznać ten pogląd, bo występuje on często wśród duchownych, czyli takie "akceptuję ewolucję, ALE...". Przeciętny wierzący człowiek, taki wokół nas, akceptuje ewolucję bez wchodzenia w jej religijne konsekwencje (a polecałbym wierzącym takie kwestie też przemyśleć, bo teizm i poparcie nauki w kwestii ewolucji to taki "niedokończony temat" gdzie istotne wątki są po prostu porzucone).

    - istnienie zła przed powstaniem człowieka - Plantinga zauważa jedną z konsekwencji powyższego (łączenie ewolucji z religią) - chociaż nie poświęca temu tematowi dużo uwagi, to bardzo podoba mi się to, że to zagadnienie jest poruszone: spora zagadka dla wierzących, dobry argument w debatach dla ateistów. Katolik akceptujący ewolucję musi zmierzyć się z tym dość nowym teologicznym zagadnieniem.

    - czy nauka jest ateistyczna? Bardzo dobry wstęp przed właściwą debatą prosto i przyjemnie opisuje tę kwestię i wprowadza kilka pojęć: Dennett i Plantinga płyną gdzieś wokół nich tworząc własne wariacje. Nie będzie spoilerem, jeśli napiszę, że obaj rozmówcy zgadzają się co do tego, że religię i naukę można połączyć - to jest punkt wyjścia, ciekawsze są wnioski obu stron.

    Książka raczej krótka, ale porusza wiele istotnych wątków. Tak jak wspomniano w recenzji niektórym nie będzie odpowiadać styl Dennetta i jego argumentów, ale tutaj powiem tak: Dennett nie zrobił też tego bezcelowo :)

    Na koniec cytat:

    (...) jutro chmury się rozstąpią, a potężny głos we wszystkich językach jednocześnie zawoła: "Ja Allah, którego Mahomet jest prorokiem, od miliardów lat ingerowałem w ewolucję na tej małej planecie". Zastanawiam się, czy Plantinga powiedziałby wtedy: "Widzicie? Widzicie? Miałem rację!".

    #dlaczegoateizm #religia #ateizm #filozofia #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: ccpress.pl

  •  

    Myślę że korporacje medialne i politycy stosują podobne praktyki manipulacji normictwem.
    #wolnosc #technologia #cyberpunk #socjologia #filozofia #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu

    źródło: youtube.com

  •  

    1 499 - 1 = 1 498

    Tytuł: 21 lekcji na XXI wiek
    Autor: Yuval Noah Harari
    Gatunek: Popularnonaukowa, filozofia, historia
    ★★★★★★★★★★

    21 lekcji na XXI wiek to zaproszenie czytelnika do wzięcia udziału w debacie na temat naszych czasów. Harari z właściwą sobie lekkością, w krótkich rozdziałach, omawia i analizuje zjawiska, które dziś definiują cywilizację homo sapiens i wpływają na jej losy.

    ______

    Kolejna książka Harari, którą się zachwyciłam (poprzednia, to Homo Sapiens).
    Odpowiednio uderzyła w mój gust - lubię tego typu utwory rozpatrujące nas, jako całość, jako jednostkę, jak znaleźliśmy się tu, gdzie jesteśmy oraz gdzie prawdopodobnie zmierzamy. Porusza kwestie, takie jak wolność, równość, społeczność, nacjonalizm, terroryzm, wojna, imigracja, religia, bóg, sekularyzm, pokora, niewiedza, sprawiedliwość, edukacja i te, które we mnie uderzyły najmocniej czyli sens i medytacja. Po części odnalazłam w nich dawną siebie i z perspektywą spojrzałam, na to, jak bardzo zmieniłam się przez ostatnie 2 lata i w jakie pułapki ówczesnych zainteresowań wpadłam.

    Naprawdę polecam. Myślę, że każdy znajdzie tam coś dla siebie.

    pokaż spoiler 4/52


    #ksiazki #filozofia #czytajzwykopem #bookmeter
    pokaż całość

  •  

    Jak myślicie, co trzeba robić, jak się zachowywać, JAK ŻYĆ, aby w kolejnym wcieleniu mieć zapewnione życie jako kot?
    Ale tak na 100%.
    #pytanie #koty #filozofia #kiciochpyta

  •  

    #filozofia #nietzsche #antynatalizm

    "Dobry człowiek jest niemożliwy: w samym życiu panuje zło, złuda i niesprawiedliwość. Ostateczną wolą dobra byłaby negacja całego życia!"
    ~Fryderyk Nietzsche

    Ile w tym jest prawdy to głowa mała. Antynatalizm jest jedyną odpowiedzią w świecie rozwiązań prowizorycznych.

  •  

    #filozofia #nietzsche

    Pojawiały się czasami pytania o polskość Nietzschego i o to czemu uważał się za Polaka. Ten fragment chyba najlepiej tłumaczy jak widział to sam Nietzsche.

  •  

    Dni szoku w sferze publicznej, jak dzisiejszy, są chyba jedynymi, oprócz osobistych tragedii, momentami, kiedy - jakby to ujął prof. Wolniewicz - metafizyczne wkracza w nasze życie. Bo zwykle przed tym uciekamy. A nagła, spowodowana przemocą, śmierć kogoś nieanonimowego, choć to nie do końca racjonalne, potrafi wytrącić z codziennej bieganiny i zwrócić nam uwagę na własną śmiertelność i szaleństwo sfery publicznej. Oczywiście, nie każdy jest wstrząśnięty, u niektórych przeważa np. ciekawość albo wściekłość. Nie ma też co naiwnie liczyć na odmianę sfery publicznej, bo jej nie będzie.

    Ale jeśli ktoś choć przez moment prawdziwie "smutnął", to polecam - zanim minie - wykorzystać ten zryw do autorefleksji, co pomoże przygotować się na nieuniknione tragedie we własnym życiu, a i też mądrzej działać w sferze obywatelskiej. Bo oczywiście nie zachęcam do ucieczki z życia publicznego w prywatność; działać trzeba, ale lepiej nie robić tego pod wpływem nieprzepracowanych złych emocji.

    Do takiej refleksji "granicznej" może posłużyć "O umiejętności życia" prof. Gadacza, książka, którą niedawno czytałem i którą mogę z czystym sumieniem polecić. Nie jest to tip-top techniczne dzieło filozoficzne, a pozbawiona fachowej terminologii i przystępna, choć erudycyjna i korzystająca ze skarbca mądrości filozofii zachodniej, wędrówka przez tematy takie jak los (i jego przypadkowość), cierpienie, śmierć, nadzieja, miłość, itp. Trudno wyobrazić sobie coś bardziej życiowego.

    Gadacz jest wierzący, ale przede wszystkim jest filozofem, więc jego osobista wiara przebija się tylko jako pewien horyzont, nie zaburzając racjonalnego wywodu. Ja sam mam naturę mocno sceptyczną i agnostyczną, ale lubię takie "tillichowskie" rejony i wydaje mi się, że nawet twardy ateista z wypalonym buntem antyklerykalnym może skorzystać z lektury tego typu książki.

    Gadacz to postać nieoczywista, z dość burzliwym jak na akademika życiorysem. Najpierw był postrzegany jako najzdolniejszy uczeń Tischnera, potem odszedł z zakonu i założył rodzinę, a dwoje jego dzieci zmarło z powodu chorób genetycznych. Później - już po napisaniu "O umiejętności życia" (2003) - były różne akademickie kontrowersje. Niedawno zaangażował się nawet politycznie.

    Ale właśnie kogoś takiego potrzeba do refleksji o życiu. Człowiek z jakąś historią, dla którego pytania egzystencjalne nie są abstrakcją i to w tej książce czuć.

    PS: Papier kosztuje 20 zł, ebook 14
    http://www.ceneo.pl/25958691
    http://upolujebooka.pl/oferta,36682,o_umiejetnosci_zycia.html

    PS2: Jeśli komuś nie podchodzi ta książka, to polecam przeczytać coś innego, np. stoików. Naprawdę, w dzień taki jak ten dobrze w pewnym momencie oderwać się od mediów i pomyśleć nad swoją "filozofią życiową".
    http://elavepene.us/link/4659001/comment/60496125/#comment-60496125

    #ksiazki #rozwojosobisty #filozofia #ateizm #religia #adamowicz #gdansk
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #filozofia

0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:1,0:0,0:1,0:0,0:1,0:1,0:1,0:1,0:0

Archiwum tagów